Paweł Magdoń przed meczem sezonu dla Laczynaspasja.pl

Pokaż wszystko

Paweł Magdoń przed meczem sezonu dla Laczynaspasja.pl

Przed zbliżającym się meczem z Widzewem Łódź jeden z naszych partnerów medialnych portal laczynaspasja.pl przeprowadził bardzo obszerny wywiad z jednym z najbardziej doświadczonych zawodników naszej drużyny Pawłem Magdoniem. Defensor opowiadał głównie o swojej karierze i występach i o swojej najbliższej przyszłości. Poniżej prezentujemy fragmenty rozmowy, a na końcu link do całego materiału.

Zgrabnie przeszliśmy do hitu zbliżającej się kolejki trzeciej ligi. Skąd się w ogóle wziąłeś w Tomaszowie Mazowieckim?

– Miałem oferty z drugiej ligi, jedną nawet z pierwszej. To nie były jednak pieniądze warte tego, by jechać na drugi koniec Polski i znów budować swoją pozycję. Trochę tych klubów już zwiedziłem, chociaż oprócz Odry w żadnym nie byłem przelotem. Za tysiąc złotych więcej nie chciałem zmieniać dzieciom szkoły, pod Łodzią zbudowałem dom. Byłem trochę zmęczony tułaczką. Chciałem osiąść. Z tego regionu dostałem dwie oferty: z Lechii i Pelikana Łowicz. Do Tomaszowa Mazowieckiego miałem bliżej. Konkretna rozmowa z działaczami, brak problemów organizacyjnych. Czego chcieć więcej?

Grałeś w Piotrcovii, ŁKS-ie Łódź, GKS-ie Bełchatów, teraz jest Lechia Tomaszów Mazowiecki. W województwie łódzkim brakuje tylko Widzewa, który omijałeś szerokim łukiem.

– Faktycznie, zabrakło Widzewa do kompletu. Jakoś tak się mijaliśmy – kiedy ja byłem rozchwytywany na rynku, Widzew przeżywał słabszy okres. W ekstraklasie grałem z łodzianami tylko raz, w barwach Wisły Płock zremisowaliśmy 2:2, a gole strzelali nam Krzysiek Sokalski i Bartek Grzelak. Rok temu z Lechią było 1:1 u siebie. Mój syn jednak nadrabia za ojca, bo mieszkamy pod Łodzią i młody mocno kibicuje Widzewowi. Pierwotnie niedzielny mecz miał być rozegrany przy al. Piłsudskiego, chciałem go pierwszy raz zabrać na nowy stadion.

Mogłeś zagrać na Widzewie już wiosną, ale wyeliminowały cię kartki.

– W poprzedzającej to starcie kolejce od samego początku meczu nie sfaulowałem ani razu. Graliśmy z ostatnim w tabeli Motorem Lubawa i nie chciałem wypaść przed ważnym meczem. Remisowaliśmy jednak 1:1, w pewnym momencie poszła stykowa piłka. Było wiadomo, że nie odpuszczę. Nie zagrałem brutalnie, ale dość ostro. Patrzę, a sędzia wyjmuje kartkę. Mówię: jak? W takim momencie? Przecież to pierwszy faul! Nerwy mi puściły, na odchodne powiedziałem mu coś nieprzyjemnego. Dostałem czerwoną i trzy mecze kary.

W niedzielę po drugiej stronie barykady stanie trener, z którym miałeś już przyjemność pracować.

– Z Franciszkiem Smudą współpracowaliśmy w Piotrcovii Piotrków Trybunalski. Krótko, bo już w pierwszej kolejce przegraliśmy z Arką i drogi trenera z Piotrcovią się rozeszły, ale był to ciekawy okres. Bardzo Smudę cenię. Te treningi, które nam aplikował, później zaprocentowały. Czułem się dobrze przygotowany. Widać było, że ma charyzmę i trochę inne spojrzenie na piłkę. Poza tym był fajnym gościem w szatni. Pożartował, pośmiał się. Był zupełnie inny, niż przedstawiały go media.

Zarówno trener Smuda, jak i sprowadzeni z wyższych klas rozgrywkowych zawodnicy przekonują się, że trzecia liga to wcale nie jest spacerek. Jak odczułeś przeskok z ekstraklasy na niższy szczebel?

– Problem pojawia się w momencie, gdy piłkarze przychodzą z wyższej ligi i nie rozumieją, że muszą dać z siebie tyle samo, co w ekstraklasie, bo inaczej będą odstawać. Tu nie ma sytuacji, że ktoś odpuści, odstawi nogę. Chłopaki biegają tak samo jak w najwyższej klasie rozgrywkowej, a na dodatek jeszcze bardziej walczą. Widać to w każdym meczu. Jeśli ambicji nie wyrównasz – przegrywasz. Przychodzi co prawda taki moment, że jak trochę pograsz piłką to łatwo strzelić bramkę. Ale do tego trzeba biegać. Tak się mówi, że to tylko trzecia liga. Będąc w środku wiem jednak, ile trzeba włożyć wysiłku by zgarnąć trzy punkty.

W Lechii jest parcie na awans?

– Słyszałem, że piłkarze nie chcą awansować, bo nas na drugą ligę wymienią. Większej bzdury nie widziałem, choć tak mówi się w całej Polsce. W Wiśle Płock też tak bredzili, a ja przecież po awansie miałbym automatycznie przedłużony kontrakt i dwa razy większą pensję. Jak więc mogłem nie chcieć awansować?! Każdy chce sukcesu. W Tomaszowie Mazowieckim tworzy się stadion, jest też sponsor, który wymaga od nas wyników. Mamy dobrą atmosferę, a mogę to powiedzieć, bo byłem w wielu barwnych szatniach. Bywało wesoło, żarty się nas trzymały. To jednak bardzo potrzebne. Trenerzy zakazują czasem śmiania się na zajęciach. Powiedzmy szczerze: to absurd. Piłkarz musi się śmiać, musi mieć gdzie rozładować tę presję, z jaką się mierzy na boisku. Nie może być tak, że siedzi w szatni i tam też jest spięty. Kłębek nerwów na boisku, w szatni, gdy wjeżdża do klubu… Wyobrażasz sobie być w pracy spięty non-stop?

Wyobrażam, ale nie chciałbym do takiej pracy chodzić. To może być wasz handicap przed meczem z Widzewem, bo w Łodzi presja i ciśnienie coraz bardziej daje o sobie znać.

– Nie oglądam regularnie meczów Widzewa, ale wiem, że ma ogromne możliwości. Budżet, transfery, kibice, stadion… Wyniki nie są adekwatne do potencjału. Nie wiem, czy Widzew sprowadził akurat takich zawodników, którzy kiedykolwiek sobie z presją radzili? Nie mam pojęcia. Ktoś może być też nieprzygotowany, mieć słabszy dzień, źle czuć się w zespole, być zmęczony… Czasami presja to alibi. Ona jest wszędzie, my też czujemy ciśnienie. Dziwię się swoją drogą, że przy takiej publice można czuć presję. 17 tysięcy ludzi, którzy zdzierają dla ciebie gardła i wskoczą za tobą w ogień? Przecież to tylko motywuje. Może wszyscy myśleli, że przyszedł trener Smuda i wszystko załatwione? Niestety, tak się nie da. Chociaż taki trener musi przejąć ciężar i wziąć dużą odpowiedzialność na siebie. Piłkarze sami sobie z tym nie poradzą. Zimą nie będzie też łatwo sprowadzić pięciu ludzi i liczyć, że to odpali od razu. Jestem mega ciekaw tego meczu w niedziele, ułoży on tabelę na szczycie ligi.

Cały wywiad dostępny pod linkiem: Magdoń: „Krzywicki był najlepszy, cenię Smudę, a syn kibicuje Widzewowi”

1 Komentarz

  1. Snarki napisał(a):

    „Madzia” wybrałeś Lechie,bo miałeś bliżej do domu…. No weź….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *